środa, 12 listopada 2014

ROZDZIAŁ 1




  Nie cierpię powrotów do domu. Boję się, że po otworzeniu drzwi zobaczę tak samo szokujący widok co 3 lata temu...
Po tej nie zbyt fartownej nocy niektóre sprawy zaczęły się powoli układać. Postanowiłam zerwać ze wszystkim co zniszczyło mnie i moje relacje z rodziną. Po powrocie ze szkoły któregoś dnia zastałam niespodziankę. Nie minął tydzień od kiedy to wszystko się wydarzyło, a tata zdążył załatwić wszystkie papiery związane z oddaniem mnie znów pod opiekę babci z Anglii. Nie chciałam tam wracać.. to wszystko się tam zaczęło. Oh, czemu im nie powiedziałam. Czekali już na mnie z biletami na samolot, dali mi tylko 30 minut żeby się spakować. W sumie nie zasłużyłam nawet na 30 minut ich czasu, zmarnowałam go im wystarczająco.
 Przecież chciałam się poprawić, Mama która najbardziej ucierpiała wybaczyła mi. Tęsknię za nią, za naszą dawną relacją. Mimo to gdy ją widzę nie potrafię z nią normalnie rozmawiać. Boję się, że ma żal do mnie. Zniszczyłam życie jej oraz swoje- życie które ona mi dała. Wyrządziłam jej największą krzywdę jaką mogłam - nie mówię o wypadku.Mówię o tym jak patrzała jak się staczam. Nie miała na to wpływu a winiła siebie.. nie była niczemu winna. 
  Po lekcji nie odzyskałam mp3 więc do domu wracałam bez słuchawek w uszach. Nie lubię tak wracać. Słyszę wtedy wszystkie rozmowy na około mnie. Muszę przyznać, że dawno nie rozmawiałam z nikim o bezsensach, głupotach. Nie mam przyjaciółki z którą porozmawiam o markowych torebkach (nawet się na nich nie znam oh.) ani przyjaciela z którym obgadam wczorajszy mecz. Jedynymi rozmowami które uciekają w jakiś sposób od moich problemów są te z babcią- o ocenach, herbacie czy wspominki dawnych czasów- raczej tych jej, z mojego życia nie mam zbyt wielu dobrych wspomnień, przynajmniej nie z okresu ostatnich 4 lat które najbardziej zapadły mi w pamięć.
  Jestem prawie przy domu. Widzę coś co sprawia, że moje serce przestaje bić i nie wiem czy z radości czy z przerażenia. Widzę samochód-przewóz osób niepełnosprawnych z lotniska. MAMA.
  Nie mogłam od razu wrócić do domu, poszłam kilka ulic dalej, usiadłam w bramie w której kiedyś wraz ze znajomymi paliłam pierwsze skręty, piłam pierwszy alkohol. Miałam 13 lat. Niewyobrażalne. I to wszystko zaczęło się tutaj. Żałuję, że nie powiedziałam rodzicom prawdy kiedy i jak to wszystko się zaczęło..przynajmniej nie odesłali by mnie tu prawda? Oni myślą że zaczęłam ćpać mając 14 lat, zaraz po powrocie z Anglii. To nie prawda- zaczęłam wcześniej, mieszkając u babci, ale dopiero po powrocie do Polski zaczęłam olewać szkołę, zarywać noce, balangować i niszczyć życie wszystkim wokoło. Znów trafiłam tu. I jakimś cudem wszyscy doskonale wiedzieli co zrobiłam w Polsce i dlaczego teraz jestem tu. Miałam 14 lat gdy zrobiłam najgłupszą rzecz na świecie. Mając 14 lat niosłam większy bagaż doświadczeń niż obecnie niektórzy dorośli. Teraz mam 17, owy bagaż stał się tak ciężki, że chyba stoję w miejscu.

  Idę, choćbym miała nie zamienić słowa z mamą. Chcę ją zobaczyć. Tak bardzo tęsknię.
Dotykam klamki. Jest ciepła, może to ona ją dotykała? Boże, przeszło mnie ciepło, byłby to jedyny mój dotyk wspólny z nią od tak dawna... wchodzę.
Na sofie w salonie siedziała babcia z mamą. Widocznie rehabilitacje coś dają, nie jest już uwięziona w wózku - może się przesiąść, tak bardzo się cieszę. Każdy jej krok w stronę uwolnienia się od tej maszyny daje mi taką ulgę... świadomość, że nie skrzywdziłam jej na zawsze. Przerwały rozmowę, może mówiły o mnie. Babcia uśmiechnęła się pokrzepiająco- wiedziała jak bardzo żałuję zepsucia z mamą. Z każdą jej wizytą starała się mnie zmotywować do zbliżenia się do niej.. nie warto, żal zostanie zawsze. Zawsze będę złą osobą.  Mama też uśmiechnęła się.
- Cześć Emily- wypowiada moje imie tak słodko, od dziecka to lubiłam.
- Cześć- rzuciłam oschle, kierując się ku górze.
proszę zawołajcie mnie. proszę zawołajcie. proszę zapytajcie o coś. porozmawiajcie ze mną.
Z każdym schodkiem ku górze gdy nie słyszałam swojego imienia z ust którejkolwiek co raz bardziej napływały mi łzy do oczu. Czemu nie wołacie?!
- Emily zejdź za chwilę!- rzuciła babcia tak żebym usłyszała.
Ledwo powstrzymałam się od wbiegnięcia na górę krzycząc i zejścia w ten sam sposób... spokojnie weszłam na górę, usidłam na łóżku żeby odczekać chwilę - nie muszą wiedzieć, że mi się śpieszy do nich. Gdy znalazłam się już w ich pokoju usiadłam na fotelu, znów czekałam na odzew z ich strony. Miałam skręt żołądka, wirowanie w głowie jak w bębnie od pralki. Nie mogłam patrzeć na wózek inwalidzki stojący koło kanapy... niestety cofnięcie czasu jest niemożliwe..


  Rozmowę zaczęły od tego, że przyszły moje oceny. Cholera, nawet nie wiem jakie mam stopnie. Mój żołądek chyba bawi się w kostkę rubika, mam ochotę zwymiotować.
-naprawdę jestem dumna, że poprawiłaś te oceny tak szybko.- gdy usłyszałam te słowa nogi mi zmiękły, a wnętrzności wróciły na swoje miejsce. Przecież nie starałam sie nic poprawiać.. nie ważne. Mama jest ze mnie D U M N A?! wybuchnę zaraz płaczem.. ze szczęścia.
- Mogę zobaczyć kartkę z ocenami?- Zapytałam niepewnie a mama podała mi ją. Faktycznie mam dobre oceny..   - miało być lepiej i jest- posłałam babci uśmiech, w odpowiedzi odwzajemniła go.
Moment ciszy. Znów chwila w której żałuję, ze nie rozmawiamy po prostu o wszystkim.. tylko oceny, jakieś ogólne "co tam" i tyle. To nie są dobre relacje matka-córka, ale w naszym wypadku odpowiednie.. trochę jak matka-śmieć.
Istnieje wiele rodzajów tortur

ale
tęsknota za kimś bardzo bliskim
wydaje się być
najgorszą z możliwych .

   Mama zostaje na tydzień, to chyba dobrze.
  
   
Kolejny dzień, kolejne lekcje, kolejne c h o l e r n e uwagi ze strony elity. Nie rozumiem co im zrobiłam. Może mieć do mnie zal mama, ojciec, babcia, nauczyciele, najbliżsi BYLI przyjaciele (nie jestem pewna czy skoro jest to czas przeszły obecnie, to czy byli w ogóle przyjaciółmi) ale czemu oni mają mi coś za złe? Czemu ON ma mi coś za złe? Nie wytłumaczyłam kim ON jest prawda? Jeden z najprzystojniejszych i najpopularniejszych chłopaków w szkole. Dupek. Chodzi ze mną do klasy. Dupek. Wyznałam mu miłość pod wpływem- wyśmiał mnie oraz rozpowiedział różne historie z owej sytuacji po szkole. Mówiłam już, że dupek? Hm, najmocniej niebieskie oczy jakie widziałam. Najidealniejsza fryzura, sylwetka. Dupek, yrgh. - Niall Horan. Pociesza mnie fakt, że nie jest nie miły tylko dla mnie - terroryzuje wszystkich słabszych i wyniszczonych. Z psychologicznego punktu widzenia oznacza to, że jego również terroryzowano. Z psychologicznego tylko, bo patrząc realnie można stwierdzić, że nie pozwoliłby sobie na to. Na pewno nie. Wiem, że nie powinnam oceniać książki po okładce, ale jeżeli chłopak wygląda jak z okładki CKMu, ma bogatych rodziców z którymi spędza wieczory, weekendy, swięta; ma masę znajomych- nie jest typem chłopaka do którego ktoś by startował z terroryzacją.
  Jak na złość, przy mojej szafce zebrała się w.wyż. elita. Pieprzyć książki, nie podchodzę tam. Ale. Nie, nie mogę zawalać przez nich w szkole, jest ona jedyną rzeczą o którą może mnie chwalić mama. Nic mi nie zrobią. A co mnie nie zabije, to sprawi, że będę zimną suką. Tak, podchodzę.
 -Oh, Emily, jak ładnie dziś wyglądasz- zdanie samo w sobie spoko, gdyby pominąć śmiechy towarzyszące mu. Laura. Szkolna miss korytarza, jej dogryzki niby niszczą. Niby.
-Zdziwię Cię jak nie odwzajemnię Twojej uwagi? - nie najlepszy tekst, lecz lepsze to niż być cicho.
-Nie zdziwisz, Ciebie nigdy nie stać na komplementy.
-Co ty nie powiesz? Słyszysz ich wystarczająco, nie chce żeby Twoje ego przerosło obecne.
-Pyskata się zrobiłaś, nie sądzisz, że za bardzo?
-Nie sądzisz, że Twoja szminka nie pasuje Ci do butów? przynajmniej nie za bardzo?- nie uważałam tak. W sumie, w dupie mam jej szminkę czy buty. Wiedziałam jednak, że to ją przejmie.
Poszło po mojej myśli, oburzona rzuciła jedynie jakiś jęk i ruszyła do łazienki zmienić make up. Czy buty. Sama nie wiem. I wszystko byłoby super gdyby nie jakiś cocktail rzucony przez jej wierne szmat...przyjaciółki- oczywiście w moją stronę.
-Sorki- usłyszałam z daleka. Znów śmiechy.
yrgh. Wzięłam książki, i kierowałam się w strone wyjścia. Ale gdybym po prostu wyszła z tej szkoły chyba świat by ucierpiał. Musiałam na kogoś wpaść po drodze. Nie jest to raczej nikt na kogo wpaść bym chciała... no może trochę.
_______________________________________________________________________
Chciałam by ten rozdział był dłuższy, jednak nie wiem czy wygodniej się czyta więcej krótszych czy mniej długich.
Ponownie proszę o komentowanie i wskazanie co ewentualnie jest nie tak- po przewertowaniu tego tekstu oczami milion razy mogę już po prostu nie zauważać niektórych rzeczy.

wtorek, 11 listopada 2014

PROLOG


   3 lata, 2 dni... 3 lata, 2 dni... 3 lata, 2 dni... czas leci tak cholernie szybko.
3 lata temu jedna noc zaważyła na moim całym życiu.
Chciałabym cofnąć czas.. nie dla swojej opinii. Nie dla przywrócenia popularności w szkole. Nie dla siebie.. tylko dla osób które tak bardzo ucierpiały przeze mnie. Ja teraz też cierpię, ale mi to cierpienie się należy.
   Stoję na moście nad przepaścią własnej normalności. Umieram wewnątrz na myśl jak bardzo jestem beznadziejna, że przez te 3 lata nie udało mi się ze sobą skończyć.. nie żebym nie próbowała.
Pociąg z wagonami pełnymi moich błędów przejeżdża mi przed oczami i wydaje się, że nie ma on końca. Chęć wrzucenia się pod jego tory jest ogromna... jednak póki co przyglądam się mu, żałując każdego jego pasażera-wiem że mój pociąg kiedyś się rozbije. Natłok myśli przerwany. Ktoś wyrywa mi słuchawkę. Czyli czas wrócić do pieprzonej rzeczywistości.
 - Na lekcji nie słuchamy muzyki, panno Coke. - oh, ta stara raszpla musi mówić mi po nazwisku? Nie lubię go słyszeć, zbyt blisko mu do Cocainy. - proszę oddaj mi sprzęt.
Przewracając oczami oddaję mp3, nie będę się kłócić-mogłam po prostu uważać. Znowu zrobiłam coś źle..
 - uuu, jak na Ciebie to mało buntowniczo. W tej mp3 nie ma żadnego dynamitu? Nie uwierzę, że nie odegrasz się na kimś kto zwrócił Ci uwagę - tego  brakowało. Omijam spory by nie słyszeć docinek, jednak jak zawsze ktoś musi się odezwać na temat mojego zachowania. Wydaje mi się, że oprócz słuchania muzyki na lekcji nic złego nie zrobiłam. Może tylko mi się wydaje..
Odwracam się, żeby spojrzeć z kogo strony jest ta uprzejma uwaga, choć domyślałam się że od kogoś z klasowej "elity"- tłumacząc dupki, plastiki i ON. Nie, w sumie.. on też jest dupkiem.
Spojrzałam się na niego, mój wzrok mimowolnie stał się aż błagalny.. powraca natłok myśli i widzę jeden z wagonów mojego pociągu. Siedzi w nim pasażer który jest przyznaniem się do uczuć komuś kto ma Cię w dupie. Nie powinnam tego robić, doskonale wiem- to tylko dało powód do kolejnych docinków w moją stronę. Na szczęście było to dawno, odkopano już milion innych rzeczy którymi można mi dokopać. 3 minuty do dzwonka, 2 minuty 58 sekund do dzwonka, 2 minuty 56 sekund... Czas chyba zawsze zwalnia w momentach w których chcemy uciec.Teraz chcę uciec.


____________________________________________________________________________
Jeżeli dotrwałeś do końca, proszę skomentuj.
Muszę wiedzieć czy jakoś ciekawie się zapowiada oraz chciałabym znać ewentualne błędy:)
xx.